Subiektywny przewodnik po świecie win dla początkującyh i zaawansowanych.

OttoBucce – czerwone, wytrawne, Piemonte, Włochy

Pierwsze włoskie wino i od razu wyjątkowe – ba – chyba jedyne takie na świecie – przedstawiam Dezzani Otto Bucce!

I do tego jesteśmy w Piemoncie, to północno – zachodnie Włochy. Stąd pochodzą jedne z najlepszych, najdroższych i najtrudniejszych win włoskich, oczywiście głównie z lokalnych odmian.  Najsławniejsza z nich to Nebbiolo, z którego powstaje długowieczne Barolo, niemniej ważna Barbera i trochę niedoceniane Dolcetto.  Swoją drogą Italia to ojczyzna ponad półtora tysiąca (!) natywnych szczepów i do tego z powodzeniem przyjęły się tu odmiany międzynarodowe. Jest z czego wybierać!

I Dezzani wybrał aż osiem! Otto Bucce dosłownie znaczy osiem skórek – czy ktoś na świecie robi tak wino? Jak wiesz, daj proszę znać.

Czego się spodziewać po winie skomponowanym z OŚMIU szczepów? Pierwsza myśl – pewnie to zlewki wszystkiego, co im w winnicy zostało – i może tak być naprawdę, nie mogę tego wykluczyć. Ale Dezzani to dobra marka i nie musi robić sztucznych oszczędności.  Z drugiej strony skomponowanie jednolitego i powtarzalnego co roku wina blendowanego z ośmiu odmian jest nie lada wyzwaniem – po co więc powstało? Myślę, że dlatego, że nikt inny tego nie robi – klasyka marketingu – chcesz być pierwszy i najlepszy to wymyśl sobie niszę!

Odjechałem w niekończące się dywagacje, a to ma być opis wina – więc do rzeczy:

Ciemnoczerwone, ale przejrzyste, typowo jak w Piemoncie – nie spodziewaj się atramentu, nie ten klimat. Za to ciekawe i złożone aromaty, to też zasługa klimatu, raczej chłodnego w porównaniu do reszty Półwyspu.Czerwone porzeczki, maliny, może poziomki, doprawione taką typowo włoską nutą ziołowo – przyprawową.

W ustach Otto Bucce nie pozostawia wątpliwości, że pochodzi z Włoch – z zawiązanymi oczami byłbym w stanie to określić po pierwszym łyku (blefuję, ale tylko trochę).

Ciało harmonijne, wino nie jest ani szczupłe, ani ciężkie, idealnie „w sam raz”. Słońca w Piemoncie jest dość, żeby  grona miały sporo cukru, więc alkoholu jest 13,5% – niemało, ale bywa go więcej w piemonckich winach. Kwasowość lekko powyżej średniej, gładkie taniny i przyjemny owoc, plus znowu te przyprawy i specyficzna, fajna, niuansowa goryczka, podkreślająca „włoskość” tego wina. Końcówka średnio długa, co absolutnie nie jest wadą, to jest wino do picia, nie do filozoficznych rozważań. Moim zdaniem idealnie sprawdzi się do dojrzewających kiełbas w typie kindziuka, salami lub śródziemnomorskich fuetów, salchicionów i bondioli. Także do pizzy i pasty – ale nie do risotto i do trufli, tak popularnych w Piemoncie.

To nie jest typowe wino z Piemontu –  po pierwsze jest „łatwe i przyjemne”, po drugie raczej nie zyska na leżakowaniu – zresztą producent twierdzi, że najlepiej je trzymać nie dłużej niż 5 lat od rocznika i to prawda.

Wino zdecydowanie warte polecenia – o świetnej pijalności, uniwersalne ale nie sztampowe – kupuj raczej we Włoszech ponieważ, jak sprawdzałem w Internecie, polska cena jest moim skromnym zdaniem wysoka lub absurdalnie wysoka – ale jak Cię stać to śmiało.

Wino otrzymałem od producenta.

 

 

Next Post

Previous Post

© 2019 Moje (nie)winne historie – strona w budowie.

Theme by Anders Norén