Subiektywny przewodnik po świecie win dla początkującyh i zaawansowanych.

Austria w Warszawie 2018

Degustacja win austriackich, 10 września 2018, Warszawa, Concept 13.

Poysdorf to urocze, małe miasteczko niedaleko czeskiej granicy, przez które przejeżdżałem pewnie ze dwadzieścia razy w drodze na wakacje do Włoch albo Chorwacji i z powrotem. Nigdy się tam nie zatrzymałem, bo z powodów oszczędnościowych nocleg zwykle był w jednym z przygranicznych czeskich miasteczek a rano trzeba było spieszyć się nad Adriatyk,  z powrotem zaś szybko  do domu bo kasa się skończyła…Teraz na milion procent to zmienię! I Tobie też radzę zapomnieć o przaśnym Mikulovie! Ale po kolei…

Nad pięknym, modrym Dunajem

Mówisz Austria, myślisz Wiedeń, Mozart, walce Straussów, narty, może coś jeszcze. Pewnie niewielu osobom Austria kojarzy się z jakościowym winem. A jednak! Geograficznie austriackie winnice leżą na tej samej szerokości  co Burgundia. Ale nie zawsze było tak pięknie. Austriackie wina złą sławę zyskały za sprawą afery glikolowej w 1985 roku. W niektórych tanich winach z Austrii, sprzedawanych na rynku niemieckim, wykryto glikol – niebezpieczny a nawet trujący alkohol C2H4(OH)2, powszechnie stosowany jako główny składnik płynu do chłodnic, który posłużył jako „dosładzacz”. Oczywistym następstwem tego odkrycia był totalny odwrót konsumentów od win z Austrii. Sprzedaż załamała się – spadek eksportu rok do roku sięgnął 95 procent!

Osterreich czyli „wschodnia Rzesza”

Reakcja środowiska winiarskiego w Austrii  była zdecydowana. Wprowadzono nowe prawo winiarskie, tworzone na wzór regulacji niemieckich, jednak znacznie bardziej restrykcyjne i biurokratyczne, co w efekcie doprowadziło do tego, że teraz w Austrii powstają jedne z najlepszych jakościowo win na świecie! Jak to możliwe, że jest to wiedza dostępna nielicznym? Bo Austriacy stawiają na jakość, nie na ilość.

Cool climate

Austria leży w strefie “chłodnego klimatu”, oczywiście jeśli chodzi o uprawę winorośli, no bo co oni mogą wiedzieć o chłodnym klimacie… Ale dla jakościowych win chłodny klimat ma kluczowe znaczenie, ponieważ dłuższa i spokojna wegetacja pozwala wykształcić się złożonym aromatom, dzięki czemu wina zyskują elegancki i przyjemny bukiet. Niższa temperatura to także lepszy balans alkoholu i kwasowości a w efekcie lepiej zbudowane, ciekawsze wino.

Gruener Veltliner i spółka

Gruener Veltliner, chyba najważniejszy austriacki szczep, daje rześkie, aromatyczne wina o sprężystym ciele, dobrze zaznaczonym kwasowością. Jakbyście chcieli obrazowe porównanie to przychodzi mi do głowy młoda, szczupła blondynka, 90-60-90, czyli sama przyjemność. Nie żeby od razu jakaś modelka, ale na pewno „będzie pan zadowolony”.  Jeśli nie szukasz żeby było najtaniej to ryzyko trafienia słabego Gruenera jest minimalne. Mnie bardzo przypadł do gustu ten z Poysdorf, Grüner Veltliner „Selektion” 2017 od Haimerów. Mają też znakomitego Rieslinga, w bardzo uczciwej cenie. Warto się zatrzymać w drodze do Wiednia!

Austriacki Riesling może być wybitny, i przekonałem się o tym za sprawą Kamptal DAC Riesling Zoebing:

– idealnie zbalansowane wino, o cudownym ciele, z typowym „rieslingowym” charakterem, jednak trochę drapieżne i charakterne dzięki wysokiej, acz nienatarczywej kwasowości i wtórnym aromatom po dojrzewaniu w beczce. Dla mnie absolutna rozkosz dla zmysłów, choć nie jest to „oczywiste” wino i może nie spodobać się purystom. Ci na pewno docenią Rieslinga od FX Pichler –  Wachau Smaragd Riesling to dopiero efekty specjalne – pijąc tego Rieslinga masz wrażenie stąpania w chmurach – dawno nie miałem podobnego uczucia na degustacji!  Mistrzostwo!

Te dwa Rieslingi to w mojej ocenie najlepsze wina warszawskiej degustacji win austriackich Anno Domini 2018.

Uczciwie dodam, że za późno przybyłem, żeby spróbować win czerwonych i chociażby jedno Trockenbeerenausleese. A na milion procent były wspaniałe Zweigelty, Pinoty, i TBA z Burgenlandu… no cóż, kto późno przychodzi ten sam sobie szkodzi…

Podobno do Wiednia jedzie się  już autostradą, którą budowano odkąd pamiętam…. i Poysdorf  odetchnie z ulgą, zostanie małym, spokojnym i prześlicznym miasteczkiem mijanym jak co roku przez tysiące Polaków w drodze nad Adriatyk.  Ale jeśli wybierzesz się na wakacje 2019 do Włoch lub Chorwacji, to zamiast nocować w mikulowskim hotelu i wsuwać knedliczki albo inne dziwności, pojedź jeszcze 17 kilometrów i zatrzymaj się na przykład u Haimerów

Ja na pewno tak właśnie zrobię!

Next Post

Previous Post

© 2019 Moje (nie)winne historie – strona w budowie.

Theme by Anders Norén