Subiektywny przewodnik po świecie win dla początkującyh i zaawansowanych.

Festiwal Win Niemieckich czyli Die Leiden des (kein)jungen Werthers – 11.04.2019

Ostatnio dopadła mnie zapaść twórcza, zapętliłem się w jakieś teoretyczne rozważania i nic nie publikowałem od paru miesięcy. Potrzebowałem pilnie zmiany kierunku, dlatego z radością przyjąłem zaproszenie do udziału w Festiwalu Win Niemieckich, tradycyjnie  organizowanym przez Annę Gmurczyk i Niemiecki Instytut Wina.

To już kolejna edycja, w której miałem przyjemność brać udział i zawsze poziom jest wysoki. Nie inaczej było w tym roku. Swoje wina przedstawiło ponad 30 producentów, wspieranych przez kilku polskich importerów.  Ograniczony czas nie pozwolił mi odwiedzić wszystkich, ale udało się znaleźć kilka perełek i jeden diamencik.

Ciekawie zaprezentował się Weingut Familie Erbeldinger z Hesji Nadreńskiej – importer, CityWine, poczęstował mnie na powitanie musującym Riesliengiem, wytwarzanym tradycyjną „szampańską” metodą wtórnej fermentacji. Brut Nature urzeka świeżością, orzeźwia owocem i zaprasza zrównoważoną i lekką strukturą. Świetna propozycja na początek. Poszedłem za ciosem i kolejny z zaproponowanych Rieslingów to było to, na co liczyłem na takiej degustacji. Riesling Westhofener Aulerde Privat, o pięknym, złotym kolorze, dojrzewany w stali, zero beczki, o klasycznych, naftowych nutach i idealnej wręcz budowie wprowadził mnie w stan zaawansowanej przyjemności. Dobry Riesling z reguły tani nie jest,  dlatego cena  w CityWine wydaje mi się nad wyraz uczciwa. Polecam!

 

Bardzo dobre wrażenie zrobiły na mnie wina  prezentowane przez przesympatyczną Ann-Katrin Krebs z Weingut Krebs, a jakże! . Szczególnie młodziutki a już świetny Sauvignon Blanc  BIO ze zbiorów 2018 bardzo mi się spodobał,  jednak  moim zdaniem to  wino nie ma szans w Polsce, bo wnioskując z ceny ex-cellar powinno kosztować w sklepie koło stówki… Ale jak  nie musisz sięgać wyłącznie po wina BIO i wpadnie Ci w ręce „normalna” butelka od Weingut Krebs to proponuję zapoznaj się z nią dogłębnie.

Bardzo ciekawie porozmawiałem sobie z hiszpańskim Niemcem – Alexander Steiner ze swadą opowiadał o katalońskich korzeniach, o inwestycji w winnicę, wreszcie o swoich winach, które bardzo sensownie wycenił, sugerując cenę detaliczną w okolicach sławetnych trzech dych, ale stracił zainteresowanie moją skromną osobą jak tylko na horyzoncie pojawił się reprezentant Wine Avenue – no hard feelings Winnetou, rozumiem, biznes is biznes. Miejmy nadzieję że przekona W-A do inwestycji w wina od Weingut Zimmerlin.

Pana z Wine Avenue spotkałem raz jeszcze, tym razem przy stoliku Weingut Heiden. Tam próbowałem ciekawe kabinetty, ale nie do końca jestem przekonany. Zobaczymy co zrobi importer…

Największe wrażenie zrobiły na mnie wina prezentowane przez młodego enologa Constantina Quinta. Podstawowy, mozelski Riesling z 2017 zaskoczył mnie  niemal podręcznikowymi aromatami, zlożoną budową trzymaną w ryzach rześką  kwasowością i idealną równowagą. Dlugi finisz jak na młode wino sugeruje potencjał rozwoju.

Tak samo dobrze zaprezentował się wytrawny Riesling Auslese – kilka gramów więcej cukru resztkowego i minimalnie mniej kwasowości zdecydowanie poszerza ilość potencjalnych konsumentów w PL.

Podobnie dobre wrażenia miałem po kilku łykach Grauburgundera z 2108 – może to nie jest Alzacja, ale jak nie lubisz kwasowości Rieslinga to wybierz niemieckie Pinot Gris.

I znowu zabrakło mi czasu, żeby przetestować Spaetlese, bardzo żałuję, muszę koniecznie nadrobić przy najbliższej okazji. A  Constantinowi szczerze życzę, żeby znalazł a Polsce dobrego importera. Może podpowiem coś W-A….?

 

 

 

Next Post

Leave a Reply

© 2019 Moje (nie)winne historie – strona w budowie.

Theme by Anders Norén